Mikro spot rzeczywiście symboliczny, pewnie mało istotny jednak w oczy rzuca się fakt kompletnie różnego przeznaczenia obu pojazdów. Mazda? Typowy "car 4 fun", choć da się nim przebić z punktu A do B w "stanie niepogorszonym", ba! Potrafi nawet ciepło pod pośladkami zrobić (bez fizjologicznego zaangażowania pasażerów) Jadąc "Piczomagnesem"* lub "Myszołapką" z wyłączoną kontrolą trakcji szukasz zakrętów by boczną szybą zabijać muchy - tak robi Hubert - kierownik A Cytrus? Tutaj definicja jest z goła inna. Sprawny układ hydrauliczny ma odizolować Cię od niedoskonałości drogi, od miernych efektów pracy techników-drogowców. Zakręty, owszem pokonuje jak galeon Ma inne zalety. Oba ten sam efekt wywołują: uśmiech na twarzy właściciela "tego drugiego". I tak oto siedzimy sobie patrząc na dwa różne auta, dwaj kierowcy o różnych priorytetach (choć Hubert do niedawna S-type jeździł , jak ogień i woda, jak pies i kot (choć się nie drapiemy), podpieramy dwa bieguny myśli motoryzacyjnej, w jednym połączeni - fascynacja motoryzacją i benzyna we krwi... po męsku...prawdziwie... wiecznie... amen.
...się wzruszyłem... Bo mężczyźni też płaczą, choć częściej ze śmiechu
*moja żona, bardzo umiarkowana miłośniczka motoryzacji, uważa, że wóz fascynuje głównie facetów, a więc jest bardziej magnesem na prącia niż waginy. Rozstrzygnięcie pozostawiam Wam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz